Od siedliska pradziadków do uprawy lawendy – wywiad z Olgą Wesołowską-Śpiewak

Od siedliska pradziadków do uprawy lawendy – wywiad z Olgą Wesołowską-Śpiewak

Olga Wesołowska-Śpiewak – szczęśliwa kobietka, która spełniła swoje lawendowe marzenia zakładając Siedlisko Lawendy. W 2009 r. ukończyła socjologię na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej i cały czas się kształci. Łączy pracę zawodową ze swoją pachnącą, fioletową pasją, co czyni ją w pełni spełnioną. Jej pasją poza lawendą są górskie wędrówki, dlatego w każdej chwili ucieka w górskie zakątki. 

Dorota Pawelec: Dlaczego akurat lawenda stała się Twoim pomysłem na biznes? Co Cię do niej doprowadziło?

Olga Wesołowska-Śpiewak: Siedliska Lawendy nie traktuję jako biznes, to raczej spełnienie moich dziecięcych marzeń.

Będąc małą dziewczynką pojechałam z rodzicami na wakacje do znajomych do Prowansji i wtedy to zakochałam się w fioletowych, pachnących polach utkanych z lawendy. Trafiliśmy akurat wtedy na festiwal perfum, ten zapach do dzisiaj tkwi w mojej głowie. Tak od tych pamiętnych wakacji we Francji śniłam o lawendowym polu, aż pewnego dnia wreszcie spełnił się mój sen i dzisiaj otaczają mnie te fioletowe roślinki.

Jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom, że wychowywałam się słuchając piosenek Marka Grechuty, to między innymi one nauczyły mnie wrażliwości. „Śpij bajki śnij, aż nadejdzie wreszcie dzień wspaniały, gdy obudzisz się… Nagle ujrzysz świat tych bajek cały, wreszcie spełni się twój sen radosny…”

D.P.: Czy przed Siedliskiem Lawendy zdobyłaś doświadczenie jako przedsiębiorca? A może decyzja o własnej firmie była nagła…

O.W.-Ś.: Nie lubię słowa „biznes”. To takie modne dzisiaj „mieć swój biznes”, czy określać się mianem biznesmena. Ja uważam, że każdy z nas poniekąd ma doświadczenia z biznesem. Już będąc dzieckiem kalkulujemy czy dana zabawa się nam opłaca, ile cukierków dostaniemy np. za narysowanie obrazka, czy opłaca się nam być grzecznym u cioci na imieninach itd. To banalne, ale już tam musimy wykorzystywać świadomie lub nieświadomie myślenie strategiczne, analityczne, które przecież wpisane jest w biznes.

Niewątpliwie pomogło mi w prowadzeniu Siedliska moje wykształcenie – socjologii gospodarki i organizacji. Ktoś może pomyśleć studia: na nich się nic człowiek nie nauczy… Nieprawda! Każdy jeśli chce się czegoś nauczyć przez kilka lat trwania studiów – wyniesie z nich bagaż wiedzy.

D.P.: Opowiedz czym dokładnie się teraz zajmujesz? Czy praca z lawendą trwa głównie w sezonie, czy cały rok?

O.W.-Ś.: Muszę zaznaczyć iż oprócz Siedliska lawendy zarówno ja jak i mój mąż pracujemy zawodowo, a praca z lawendą mimo iż często jest pracą fizyczną – bo np. trzeba pielić plantację – pozwala nam odpocząć i relaksuje. Nie umiem odpoczywać siedząc, chociaż wiem, że każdy z nas musi w ciągu dnia zatrzymać się i pobyć sam na sam ze swoimi myślami.

Obecnie w Siedlisku Lawendy trwają prace przygotowujące plantację do sezonu letniego. Mimo iż aktualnie lawenda „śpi” my mamy dużo pracy. Realizujemy na bieżąco zamówienia (listę naszych produktów i to co aktualnie robimy można śledzić na fanpage Siedliska lawendy na portalu FB). Cały czas pracujemy nad powiększeniem plantacji. Staramy się w sezonie letnim na terenie Siedliska organizować różne warsztaty np. warsztaty kulinarne, udostępniamy naszą plantację do sesji fotograficznych więc tym bardziej pole musi wyglądać perfekcyjnie, a to wymaga ogromu pracy.

D.P.: W jaki sposób można nawiązać współpracę z siedliskiem Lawendy? Czy jesteście otwarci na nowe pomysły?

O.W.-Ś.: Każdy w ciągu całego roku może złożyć za pomocą fb lub e-maila zamówienie. Mimo iż lawenda kwitnie tylko kilka miesięcy to praca z nią dla nas trwa cały rok. Oprócz bukietów i hydrolatu robimy mydła, szyjemy woreczki, poduszeczki, pleciemy wianki… Pomysłów na wykorzystanie lawendy przybywa nam każdego dnia. A w sezonie letnim serdecznie zapraszamy na sesje fotograficzne gdyż udostępniamy naszą plantację do sesji i przez te kilka miesięcy lawenda czaruje swoimi kolorami.

D.P.: Brzmi ciekawie, ciągle coś się dzieje. Jak wyglądała Twoja droga do Siedliska Lawendy w jego obecnej postaci?

O.W.-Ś.: Pierwszym najważniejszym etapem była sama decyzja. Miałam właściwie idealne warunki do założenia plantacji z racji tego iż Siedlisko Lawendy znajduje się na terenach siedliska, które budowali moi Pradziadkowie, a gdzie obecnie mieszkają moi Dziadkowie – 50 km od Lublina w stronę Chełma.

Zawsze jednak pojawia się jakieś „ale” i jakaś przeszkoda. Przeszkodą było moje miejsce zamieszkania jakim była wtedy Warszawa. Po studiach dostałam dobrą pracę, w której się realizowałam i realizuję się dalej zawodowo. Nie dopuszczałam nawet myśli, że mogłabym kiedykolwiek zrezygnować z tej pracy.

D.P.: Początkowo kierowałaś plantacją zdalnie, prawda?

O.W.-Ś.: Tak, odważyłam się prowadzić plantację na odległość. Tzn. od poniedziałku do piątku byłam w Warszawie, a w piątek po pracy jechałam do rodzinnego domu. Kupiłam 300 sadzonek lawendy i początkowo traktowałam to jako eksperyment. I tak wyglądało to przez ok. 2 lata. W tym czasie nieoceniona okazała się pomoc moich Dziadków i Rodziców, którzy codziennie doglądali lawendę.

Poletko lawendy z każdym rokiem wyglądało coraz bardziej okazale, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia coraz częściej po głowie chodziła mi myśl, żeby dosadzić krzaczki. Wracając w piątek do domu słuchałam w radio audycji o możliwościach wsparcia osób, które chcą się realizować i padło wtedy hasło platformy crowdfundingowe. To był kolejny etap. Napisałam projekt, który umieściłam na portalu PolakPotrafi.pl i który jak się okazało był się trafionym pomysłem, bo zakończył się sukcesem.

To dzięki temu projektowi i pozyskanym środkom powiększyliśmy naszą plantację o tysiąc krzaczków lawendy i zakupiliśmy alembik do destylacji olejku i hydrolatu lawendowego. Było bajecznie – tak jak sobie to wyśniłam. Jednak wtedy ciągle mieszkałam w Warszawie. Moja determinacja sprawiła iż miałam możliwość przeniesienia się zawodowo do Lublina. Połączyłam wszystko, mam wspaniałą pracę, w której realizuję się zawodowo, a po pracy wokół siebie lawendę.

D.P.: Co poza wsparciem rodziny i crowdfundingiem pomogło Ci dotrzeć do celu?

O.W.-Ś.: Do celu pomogła mi dotrzeć moja determinacja, ale przede wszystkim wsparcie najbliższych i kibicujących mi życzliwych osób. To skarb i wielka pomoc mieć wokół siebie ludzi, którzy wierzą, że Twoje marzenia się spełnią. Nie będę ukrywać, że również platforma crowdfundingowa PolakPotrafi.pl pomogła mi osiągnąć stan Siedliska. Jednocześnie rozgłos medialny, szczególnie podczas trwania projektu na PolakPotrafi.pl sprawił, że coraz więcej ludzi dowiedziało się o naszym przedsięwzięciu jakim jest Siedlisko Lawendy.


D.P.: Powrót do Siedliska na stałe to na pewno była poważna decyzja i wielka życiowa zmiana. Jakie są koszty i zyski takiej zmiany?

O.W.-Ś.: Największy zysk dla mnie to zrealizowanie marzeń. To między innymi marzenia wyznaczają nam cele w życiu i nadają mu sens. To dzięki nim chce nam się każdego dnia wstać z łóżka i przywitać nowy dzień. Tylko pracą realizuje się swoje marzenia i tylko wtedy ta praca ma sens i przynosi zysk.

Nie zawsze jest kolorowo, czasem trzeba ponieść jakieś koszty. Uważam, że największym kosztem jaki człowiek może ponieść jest ryzyko niepowodzenia. Z tym nierozerwalnie związany jest stres, który jak wiemy niekorzystnie działa na nasze zdrowie. Nie ma nic bardziej cennego niż zdrowie i odnosi się to do każdej jednej dziedziny „biznesu”.

Oczywiście jest też strona materialna zysków i kosztów, ale na tą sferę mamy wpływ. To my sami możemy tak działać , modelować działania poprzez decyzyjność abyśmy puli na przysłowiowym plusie lub minusie. Analityczne myślenie i przewidywalność są tutaj konieczne.

D.P.: Jakie trudności pojawiają się na drodze osób zajmujących się Twoją branżą?

O.W.-Ś.: Odnosząc to do Siedliska lawendy poniosłam oczywiście koszty związane z tym, że kilka sadzonek wymarzło. Każdego roku są dni, że stresujemy się czy zdążymy oplewić pole, czy zdążymy zrealizować dane zamówienia, jednak muszę zaznaczyć iż praca w lawendzie jest swojego rodzaju aromaterapią.

W okresie letnim ten piękny zapach i odgłosy pszczół, które przylatują do kwiatów aby zebrać pyłek, z którego jest pyszny miód lawendowy rekompensuje wszelkie stresy.

D.P.: Czy było coś, co było dla Ciebie najtrudniejsze w budowaniu czy utrzymaniu Siedliska?

O.W.-Ś.: Samo podjęcie decyzji żeby założyć Siedlisko Lawendy. To na tym etapie miałam najwięcej czarnych myśli i wątpliwości: czy się uda, jak połączę pracę zawodową z realizacją pasji, która wymaga poświęcenia. Teraz w moim życiu zachowana jest równowaga, praca zawodowa wymaga ode mnie chodzenia w garniturach, a po pracy przebieram się w ubranie robocze i idę w pole. To takie dwa oblicza, które sprawiają iż zachowana jest w moim życiu harmonia.

<img class="aligncenter wp-image-2282" src="http://nagrajbiznes go to these guys.tv/wp-content/uploads/2017/01/zdj.-w-1-300×169.jpg” alt=”” width=”738″ height=”416″ srcset=”http://nagrajbiznes.tv/wp-content/uploads/2017/01/zdj.-w-1-300×169.jpg 300w, http://nagrajbiznes.tv/wp-content/uploads/2017/01/zdj.-w-1-768×432.jpg 768w, http://nagrajbiznes.tv/wp-content/uploads/2017/01/zdj.-w-1-600×338.jpg 600w” sizes=”(max-width: 738px) 100vw, 738px” />
D.P.: Czego nauczyła cię lawenda, jeśli można to tak ująć?

O.W.-Ś.: Praca z lawendą nauczyła mnie przede wszystkim dobrej organizacji czasu. Doba ma 24 godziny i wiem, że trzeba wszystko tak poukładać aby mieć też chwilkę na wypicie herbaty w wygodnym fotelu. To te malutkie roślinki nauczyły mnie odpowiedzialności. Czasem kiedy jestem zmęczona, niemalże widzę jak chcą do mnie powiedzieć „posadziłaś nas to teraz się nami opiekuj”.

Bardzo często w swoim życiu zaglądam do książkę „Mały Książę” i sądzę, że każdy powinien ją mieć na swojej półce. Każdy człowiek powinien mieć w życiu taką „Różę”, którą oswoi i będzie się nią opiekował. To uczy odpowiedzialności… Analogiczne, oswoiłam lawendę na swoim polu więc opiekuję się nimi, a one odpłacają się pięknymi kwiatami. W rolnictwie to pory roku wyznaczają rytm pracy i tego kalendarza trzeba się ściśle trzymać, ponieważ to jego prawami rządzi się natura.

D.P.: Czym jest sukces według Ciebie?

O.W.-Ś.: Sukces to realizacja tego, co się założyło. Życie płata nam różne figle. Często dążąc do celu napotykamy problemy, z którymi musimy się zmierzyć jednak to wszystko czyni nas silniejszymi i utwierdza w przekonaniu, że warto było podjąć trud aby zrealizować swoje marzenia.

D.P.: Zgromadziłaś już wiele doświadczeń i zdobyłaś ogromną wiedzę. Co powiedziałabyś osobie, która stawia pierwsze kroki w branży lawendy albo w przedsiębiorczości? Czy są jakieś uniwersalne rady?

O.W.-Ś.: Praca, praca i jeszcze raz praca. Bez pracy nie ma kołaczy. Technika, technologia, postęp cywilizacyjny mogą się rozwijać ale i tak nic nie zastąpi pracy człowieka. W każdą jedną rzecz, którą wykonujemy trzeba włożyć wysiłek. W przypadku Siedliska Lawendy mamy do czynienia z żywym materiałem, co jest dodatkowym utrudnieniem.

D.P.: Jak wygląda wasza praca na codzień?

O.W.-Ś.: Cały czas trzeba dbać o to aby lawenda była w jak najlepszej kondycji. Żniwa lawendowe są piękne jednak bardzo pracowite. My na swojej plantacji za pomocą sekatorków ścinamy kwiaty. Przed ścięciem każdy jeden krzaczek oglądamy i wybieramy kwiaty do ścięcia. Jak wiemy nie wszystkie pąki rozwijają się tak samo, jedne są w pełni rozkwitnięte, inne muszą jeszcze poczekać.

Selekcjonujemy kwiaty z przeznaczeniem na bukiety, na susz dekoracyjny, na susz kulinarny. Te z przeznaczeniem na hydrolat lawendowy ścinamy o świcie… To wszystko musi być przemyślane…

Możesz pomyśleć banalne czynności, jednak źle przytniesz krzaczek i konsekwencje zobaczysz w następnym roku.

D.P.: Jak widać to niesłychanie odpowiedzialne zajęcie. Czy twoje wcześniejsze doświadczenia mocno wpłynęły na to gdzie się teraz znajdujesz, jakim jesteś przedsiębiorcą?

O.W.-Ś.: Tak jak wspomniałam na początku, nie czuję się przedsiębiorcą i nigdy tak siebie nie określam. Jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem, który zrealizował swoje dziecięce marzenia. Każdy człowiek zaś jest przedsiębiorcą swojego życia. To od nas zależy jak i gdzie ulokujemy swój kapitał intelektualny i materialny. Tej właśnie przedsiębiorczości każdy człowiek uczy się przez całe swoje życie.

D.P.: Dziękuję Ci za rozmowę i życzę dobrych zbiorów…

O.W- Ś: Dziękuję.

Rozmawiała Dorota Pawelec

Siedlisko Lawendy na Facebooku. 

 

  • Bardzo lubię czytać o ludziach (a szczególnie kobietach) którzy ze swojej pasji czy hobby zrobili biznes. Nastraja mnie to pozytywnie i daje nadziję, że może ja kiedyś też do tego dojdę 🙂

  • Lubie zapach lawendy 🙂
    Pozdrawiam z Miłością 💚
    Bartek