„Nie musimy mieć karnetu na pasję” – wywiad z Łukaszem Marciniakiem.

„Nie musimy mieć karnetu na pasję” – wywiad z Łukaszem Marciniakiem.

Łukasz MarciniakŁukasz Marciniak – Doktor nauk społecznych, executive coach, konsultant zarządzania. Właściciel grupy Atmagon, dyrektor Pracowni Rozwoju Kompetencji, współzałożyciel Holi Centrum Mindfulness. Wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego i koordynator studiów podyplomowych Life-coachingu oraz Coachingu i mentoringu organizacyjnego na UŁ. Członek międzynarodowej grupy doradczej Consulman S.p.A. Jego praktykę coachingu kształtowały podejścia IAC Masteries®, Transformational Triple-loop Coaching, CoachWise™, których szkół jest absolwentem i współpracownikiem. Specjalizuje się w pogłębionej pracy z tożsamością, wspieraniu transformacji osobistej i organizacyjnej, rozwiązaniach systemowych oraz interakcji symbolicznej. Od kilkunastu lat wspiera klientów indywidualnych i korporacyjnych.

Dorota Pawelec: Pamiętam Twoje wystąpienie sprzed dwóch lat dotyczące integrowania tożsamości. Powiedz co z w ciągu tych dwóch zmieniło się w organizacjach?

Łukasz Marciniak: Pierwsza taka rzecz to to, że zmieniają się pokolenia w organizacjach. Starsze pokolenia to ludzie wykrystalizowani. Mają odpowiedź na pytanie o to, kim są. Młodsze pokolenia cały czas poszukują. Nie mają odpowiedzi na pytanie kim są, a w związku z tym nie wiedzą do czego dążą w życiu, co chcą robić. Ich potrzebą jest odpowiedzieć sobie na te pytania. To się zmieniło. Ich potrzeba się rozrasta.

DP: A co na to organizacja? Czy jest dowolność w określaniu sobie celów przez pracownika?

ŁM: Dowolności nie ma. Ale dostrzeżono, że zysk czy wynik finansowy są efektem procesów i zmian, jakie zachodzą w pracowniku, a nie odwrotnie. Zmniejsza się nacisk na to, aby za wszelką cenę generować zysk. Raczej mówi się o tym, żeby oczekiwać zysku jako pozytywnego efektu ubocznego zmiany rozwojowej pracownika.

DP: Czyli organizacja zbiera owoce tego, że ten człowiek się rozwija i tworzy indywidualną ścieżkę rozwoju.

ŁM: Tak. Wiele firm czuje się w tym bezpiecznie i komfortowo. Gwarantują sobie przez różnego rodzaju umowy lojalnościowe to, że ten człowiek z nimi zostanie. Jednocześnie odpuszczają kontrolę w zakresie tego, co ten człowiek będzie rozwijał. Ta osoba ma dowolność. Firma mówi mu – zostań z nami, natomiast rozwijaj się w takim kierunku w jakim potrzebujesz żeby czuć się bardziej spełnionym.

DP: Czy proces coachingowy jest bezpieczny dla pracownika? Co się w nim może zmienić?

ŁM: Może być niebezpieczny wtedy, kiedy jest prowadzony przez nieprofesjonalnego coacha, albo w nieprofesjonalny sposób. W każdej sytuacji, kiedy mamy do czynienia z kimś, kto jest do tego zawodowo przygotowany jest to proces całkowicie bezpieczny. Choć nie dzieje się to bez ryzyka, czasem pociąga za sobą wręcz rewolucyjne zmiany.

DP: Wspomniałeś że sam jako coach miałeś w sobie pewne bariery albo przekonania, które przekładały się na sposób w jaki pracowałeś z klientami. Jak zmieniła się Twoja praca kiedy Ty się zmieniłeś?

ŁM: Byłem w stanie szerzej spojrzeć na ludzi z którymi pracowałem. Starałem się też stwarzać im lepszą przestrzeń do odkrywania siebie. Jest to nieodłączny element pracy dobrego coacha. Rozwijanie siebie i rozwiązywanie w sobie różnego rodzaju blokad.

DP: Tematem dzisiejszej konferencji jest przedsiębiorczość z pasja. Czy pasja z której powstaje sama „organizacja” – ten kierunek i ziarno jest tożsame z tym czym kierują się jej pracownicy wchodząc do organizacji?

ŁM: Nie wiem czy powinno się to rozgraniczać. Raczej integrować. Tam, gdzie niektórzy stawiają „albo” czasem można postawić „i” lub inny spójnik. Obserwujemy na świecie zmierzanie w tym kierunku. Organizacja ma być taką przestrzenią, gdzie każda pasja pracownika będzie miała swoje miejsce i będzie wprowadzała jego potencjał.

DP: Co jest kluczem integracji tożsamości?

ŁM: Przede wszystkim musimy zrozumieć, że jesteśmy jedną osobą. Możemy występować w różnych okolicznościach i podejmować różne działania, ale to nadal jesteśmy my. Drugi klucz i kolejne drzwi to znalezienie w nas tego co stałe i niezmienne. Niezależnie od tego co robimy i gdzie się znajdujemy, istnieje coś co stanowi nas samych i z tym się musimy skontaktować.

DP: Dusza? Coś pierwotnego w nas?

ŁM: To zależy od światopoglądowego punktu wyjścia. Niektórzy nazwą to duszą, inni wewnętrzną instancją, a jeszcze inni jaźnią, świadomością. Można na to patrzeć zarówno świecko jak i religijnie. Ale z całą pewnością – i jestem o tym głęboko przekonany – mamy kontakt wewnętrzny i możliwość rozmowy z samym sobą.

DP: W Twoim podejściu dominuje spokój. Każdy z nas powinien móc je w sobie odnaleźć.

ŁM: Spokój daje możliwość autentycznego rozwoju. Reguła życia jest taka, że póki nie akceptujemy czegoś co jest faktem oczywistym w naszym życiu, to tak naprawdę to wypieramy. Paradoksalnie właśnie wtedy nie jesteśmy w stanie od tego odejść. Tylko akceptacja miejsca w którym jesteśmy, tego kim jesteśmy, skąd pochodzimy – pozwala nam rozwinąć siebie w jakimś kierunku.

DP: Co jest pierwszym krokiem w przypadku pracy z osobami, które jeszcze nie wiedzą co jest ich pasją?

ŁM: Nie patrzę na poszukiwanie pasji przez pryzmat aktywności, ale przez doznania, wartości, odbiór sensoryczny. Byliśmy przyzwyczajeni do tego, żeby szukać pasji z poziomu głowy. Co ja myślę że lubię robić, jakie chciałbym uprawiać hobby. Pasją może być dowolna rzecz, niekoniecznie zinstytucjonalizowana. Nie musimy mieć karnetu na pasję. Bo pasja jest tym co jest dla nas istotne, ważne i co nas spełnia. Ktoś może leżeć na trawie, patrzeć w niebo i mieć w tym uczucie transcendentności. Chociaż nie jest to związane z żadnym konwencjonalnym hobby.

DP: Czy można z tego uzyskać korzyści zawodowe?

ŁM: Tak. Moje doświadczenie zawodowe pokazuje, że odkrycie swojej pasji uwalnia nasz wewnętrzny potencjał. Zaczynamy się kontaktować ze swoimi kompetencjami i zasobami, które wcześniej leżały uśpione.

DP: Potęgują nasza kreatywność?

ŁM: Zdecydowanie tak. Nawet biografie wielkich ludzi to pokazują. Ci których my podziwiamy, którzy zakładają wielkie firmy, stają się legendami, to osoby które podążyły za swoją pasją. Mimo, że początkowo może nie wyglądała ona na obiecującą i nie przekładała się na wielki biznes.

D.P.: Dziękuję Ci za rozmowę.

Ł.M.: Dziękuję.

Rozmawiała Dorota Pawelec

Wywiad przeprowadzono podczas konferencji Coach Trener Doradca Zawodami XXI wieku.

13169956_10212943988737294_798775506_o

  • Bardzo ciekawy wywiad nasuwający kilka pytań i refleksji. Po pierwsze nurtuje mnie pytanie, kto był pierwszym profesjonalnym kołczem? Bo przecież ktoś musiał być.

    Po drugie, jak czytam, to pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to że to, co oferuję taki kołcz, to taka psychoterapia na wyższym poziomie. Taka zmiana człowieka za pomocą różnych technik sugerowanych przez kołcza

    Po trzecie, patrząc na nazwy szkół nasuwa się pytanie; Czy te szkoły nie mogą się nazywać po polsku? No bo – idąc za myślą Mikołaja Reja – że Polacy nie gęsi i mają swój język, warto mówić w swoim języku.

    I po czwarte bardzo mi się podoba myśl, że własnej pasji nie trzeba określać, że jak ktoś coś lubi robić, to po prostu niech to robi.

    I po piąte: Dzięki za opublikowanie wywiadu.